„Pan Lasu” - Łukasz Orbitowski

Tytuł: Pan Lasu
Autor: Łukasz Orbitowski
Wydawnictwo: Muduko
Gatunek: literatura grozy
Data premiery: 21.04.2026
Liczba stron: 320
Forma: gra paragrafowa

Opis 

Sprawdź czy zdołasz uciec od koszmaru.
Łukasz Orbitowski pisze grę książkową i zaprasza czytelników, by sami usiedli za sterami jego opowieści.
To miał być spokojny, kojący wyjazd dla ojca i syna. Krystian – chłopak, któremu nałogi zniszczyły życie i ojciec, który ostatkiem sił o niego walczy. Przed nimi kilka miesięcy pracy podczas remontu dworu myśliwskiego ukrytego w głębi Puszczy Augustowskiej. Ale coś poszło nie tak. Budzą się pradawni bogowie, budzą się ich wyznawcy…
Nie oszukujmy się – „Pan lasu” to horror, więc będzie mrocznie i krwawo. Jak bardzo? O tym zdecydujesz sam.
I pamiętaj, by nigdy nie zamrażać pradawnych bogów.
A jeśli już ci się zdarzy – absolutnie ich nie rozmrażaj.
źródło: Lubimy Czytać

Recenzja

Osnuta mrocznym klimatem, który urzeczywistniono w obrazie pradawnych wierzeń. Przesiąknięta dusznym klimatem eskalującego niebezpieczeństwa, który sugestywnie wkrada się w zmysły. Stająca się nie tylko nietuzinkowym literackim doświadczeniem, ale również zmuszająca do wykazania się błyskotliwością oraz przewidywaniem następnych zdarzeń.

„Pan Lasu” to prozatorska odsłona, nad którą można sprawować pośrednią kontrolę – to bowiem gra książkowa skonstruowana z 240 paragrafów, zwieńczona aż trzydziestoma zakończeniami, wzbogacona potęgującymi aurę niepewności ilustracjami i pozwalająca czytelnikowi na oddziaływanie na fabularny rozwój narracji. Nie tylko świadomość wpływu na kolejne incydenty intensyfikuje doznania z lektury, ale również ponura, wręcz gęsta od wyczuwalnego ryzyka nastrojowość, którą szczelnie spowito treść, sprawia, że odbiorca przedziera się przez kolejne fragmenty z szybszym biciem serca. W końcu spoczywa na nim obciążająca odpowiedzialność – musi uratować Krystiana, a to wcale nie będzie takie banalne zadanie. Ta konstrukcja staje się doskonałą zabawą literacką, ożywia szare komórki, pobudza emocje, ale i zaostrza apetyt na eksplorację innych scenariuszy nakreślonych przez Łukasza Orbitowskiego. I przyznać trzeba, że wyobraźni w aranżacji oblicza grozy mu odmówić zdecydowanie nie można.

Jednak to również historia naznaczona ludzkimi doświadczeniami, uczuciami i relacjami. Autor zbudował bowiem formę oddającą moc sprawczą swojemu odbiorcy, ale przy tym nie zapomniał o muśnięciu treści emocjonalną materią. Tym samym stworzył opowieść ulokowaną we wzbudzającym lęk domku myśliwskim, okrytym lokalną zmową milczenia miasteczku oraz ciemnej czeluści przerażającego lasu. Zanurzył ją w folklorze oraz pogańskim złu domagającym się ofiar, posłuszeństwa i piekącego ciało bólu, a także obnażył demony, słabości i lęki zakorzenione w duszy człowieka. Tak skrojona osnowa pozwala na zatracenie się w meandrach wielu wyborów jeszcze głębiej, gdyż niewątpliwie dotyka strun wrażliwości, wzbudza moralne dylematy i cóż… dostarcza nawet swoistych refleksji. Nie sposób zaprzeczyć, że to ociekający krwawą posoką horror, w którym uwypuklono paranormalne dziwadła, ludzkie obsesje i osobliwe szaleństwo, ale jednak za fabułą zainicjowaną niepozornym remontem dworu myśliwskiego w otchłani Puszczy Augustowskiej, który ma ukradkowo naprawić również skomplikowane stosunki ulegającego nałogom syna i zdesperowanego ojca, skrywa się znacznie więcej… I niespieszne odkrywanie, czym to WIĘCEJ się staje, fascynuje i zatrważa porównywalnie mocno.

Moje wrażenia z lektury. Próbowałam wielokrotnie. Intencjonalnie kierowałam się zapewnieniem młodemu mężczyźnie bezpieczeństwa, stroniłam od ryzykownych decyzji, innym razem śmiało wystawiałam go na jawne zagrożenie, ale też niekiedy tłumiłam w sobie empatyczne odruchy i szafowałam życiem innych. Czy udało mi się uratować Krystiana? Nie, każdy wytłuszczony czerwoną czcionką napis KONIEC oznaczał dla niego pożegnanie się z egzystencją. Co więcej, nie dokonywałam tego literackiego zabójstwa – nie bójmy się tego stwierdzenia – zawsze w sposób spektakularny i widowiskowy, w bezpośrednich starciach z wrogiem czy zuchwale walcząc o przetrwanie innych osób, ale czasami wręcz metodą prozaiczną, wręcz kuriozalną. Im wnikliwiej jednak obcowałam z fabułą, analizując kolejne jej szczegóły i coraz dosadniej negliżując tkwiące w leśnej przestrzeni zło z rogami, tym dłużej trwała moja rozgrywka – jednak niuanse mają znaczenie, czego świadectwem stała się ostatecznie możliwość dosłownego spojrzenia w oczy tytułowemu Panu Lasu. To była dla mnie nieszablonowa forma rozrywki, w której zmyślnie skompilowano literackie doznania oraz możliwość wykazania się efektywnością wykraczającą poza surowe snucie teorii o wkomponowanych w treść tajemnicach. I nie poddam się – w końcu uda mi się dotrwać do tego jaskrawego, oddanego w kolorze krwi napisu, który zarazem nie będzie odzwierciedlał skąpanej w nim śmierci Krystiana. Chyba…
Książkę możesz kupić tutaj: KLIKNIJ
Reklama: Muduko

Komentarze

instagram @books.cat.tea

Copyright © BooksCatTea